Voyage, voyage

20-10-2014

W tym roku nie miałem wiele czasu na fotografowanie dzikiej przyrody. W związku z tym, skupiłem się na uwiecznianiu pięknych krajobrazów podczas wyjazdów weekendowych czy też kapitalnych wakacji.

Zacznę może od tych najważniejszych dla mnie chwil tego roku. Były to wakacje spędzone w Alpach w Austrii i Szwajcarii.

Długo planowane wakacje, z ambitnym planem spędzenia nocy wysoko w górach w śpiworze, by o poranku móc sfotografować piękny Matterhorn muśnięty pierwszymi promieniami słońca. Jak się później okazało, było to najgorsze lato od 40 lat w Alpach Walijskich, gdzie lało, sypało śniegiem i zdarzyły się nawet osunięcia ziemi.

Pierwszym celem wakacyjnej podróży było urokliwie położone miasto w Alpach Salzburskich o nazwie Hallstatt. W Internecie widziałem sporo kapitalnych kadrów z tego miasta, więc jadąc do Szwajcarii trzeba było odwiedzić to miejsce. Wyjazd zaplanowaliśmy wieczorem, by w Austrii znaleźć się o wschodzie słońca.

Podróż minęła baz kłopotów i jak się okazało pogoda tego dnia dopisała idealnie. Piękny wschód, praktycznie znikoma ilość turystów o tej porze (jedynie spotkałem kilku chińczyków/ japończyków, którzy ganiali z aparatami na statywach uwieczniając niezapomniane chwile) i ja szukający kadru. Co kilka minut słońce coraz bardziej wdzierało się do miasta, tworząc za każdym razem inny klimat.


To były pierwsze kadry wykonane z wzniesienia, gdzie można było podziwiać wybudowane na zboczu góry domy oraz port i kościół, który nie był jedynym.




Z biegiem czasu zwiedzałem coraz to nowsze zakamarki Hallstatt i byłem pod coraz większym wrażeniem. Czystość i kolory na domach, a także masa kwiatów urzekły mnie najbardziej.


W pewnym momencie dotarliśmy do malutkiej przystanie nad samym jeziorem. Z malutkiego pomostu rozciągał się przepiękny widok.




Po kilu godzinach zwiedzania pojechaliśmy do miejscowości nieopodal, gdzie nocowaliśmy, by kolejnego dnia wyruszyć w dalszą podróż do Szwajcarii.

Po przybyciu do Grächen, wypakowaliśmy cały samochód i podziwialiśmy już Alpy Walijskie z okna pokoju. Wokół nas rozciągały się praktycznie same czterotysięczniki, na których zalegała masa śniegu.

Aby rozruszać kości naszym pierwszym celem była Sunnegga (2 288 m. n.p.m.). Malowniczo położone miejsce, wokół którego znajdował się szlak pięciu jezior. To był pierwszy znak, że nie będzie łatwo, gdyż szlaki całkowicie różniły się od tych znanych z Tatr. Otóż szlaki nie było pokryte kamieniami, tak jak u nas czy na Słowacji, a był to ubity grunt z małymi kamyczkami, dzięki czemu buty nie miały prawa się ślizgać. Natomiast olbrzymia różnica była w nachyleniu. Strasznie ostro w górę szły praktycznie wszystkie odcinki całego szlaki, przez co człowiek szedł powoli przy tym dosyć szybko męcząc się.

Po wejściu na Sunneggę zobaczyłem to, o czym marzyłem od kilku dobrych lat, a mianowicie słynny szczyt Matterhorn (4 478 m. n.p.m.). Siedziałem na kamieniu i podziwiałem niesamowity widok.


Akurat zza wysokich gór znajdujących się po lewej stronie od szczytu nadciągały ciężkie chmury, a Matterhorn przyciągał je jak magnes. Widok ten zrobił na mnie ogromne wrażenie. Pisząc to, widzę to jakbym tam jeszcze przed chwilą był.




Jak wiemy, to co dobre, szybko się kończy. Tak też było z pogodą. Od następnego dnia było zimno, lało, a wysoko w górach sypało śniegiem . To co widzicie na fotografii powyżej, już kolejnego dnia było całe zasypane śniegiem. Nie wierzyłem w to, patrząc na internetowe kamery z tego miejsca. Wszystko byłoby do zniesienia, gdyby takie pogorszenie pogody trwało jeden dzień. Jednak taka aura byłą przez kolejne 4 dni. Praktycznie całe wakacje legły w gruzach. Tyle miałem planów, które niestety nie wypaliły.

W końcu pojawiły się obiecujące prognozy i po fatalnych dniach zaplanowaliśmy kolejny w dzień na wypad w góry. Tym razem cel był jeden – Matterhorn.

Wstaliśmy bardzo wcześnie, pojechaliśmy do Täsch, a stamtąd lokalnym pociągiem do Zermatt. Stamtąd udaliśmy się na Gornergrat (3 130 m. n.p.m.). Pierwszym celem było uwiecznienie szczytu. Pogoda była niesamowita, gdyż na niebie o poranku nie było ani jednej chmury. Zmiana o 180 stopni zarówno pogody jak i mojego humoru. W końcu mogłem gapić się w ten piękny krajobraz, gdzie z jednej strony były wysokie szczyty z lodowcami, a po drugiej dolina, przykryta pierzyną z chmur, które zeszły bardzo nisko.

Nie tracąc czasu i korzystając z zerowej ilości turystów zabrałem się za fotografowanie.


Na zdjęciu poniżej Riffelsee – malowniczo położony staw, w którym odbija się Matterhorn. Kadrów mnóstwo, tutaj wybrałem właśnie ten.




Kawałek dalej, jakieś 3 minuty drogi od stawu, dochodziło się do potężnego urwiska, na którym stała stara chatka. W dole rozciągał się niesamowity widok lodowca Gornergletscher, którego długość wynosi aż 14 km. W dole słychać było gwiżdżące świstaki.


W tym miejscu spędziłem sporo czasu, siedząc w ciszy i podziwiając ten niewiarygodny krajobraz.




Ten dzień w całości spędziliśmy na szlakach korzystając z wyśmienitej pogody.

Będąc na wakacjach próbowałem też swoich sił w fotografii nocnej. Jeśli tylko pogoda na to pozwalała, wychodziłem z aparatem na zewnątrz i jechałem w jakieś ustronne, ciemne miejsce. Później z czołówką na głowie ustawiałem sprzęt i bawiłem się fotografią.

Nawet ciekawie wychodziły zdjęcia, z chmurami na niebie. Zakrywały one gwiazdy, ale wg mnie dodawały smaczku do całej scenerii.


Poniżej jedno z takich zdjęć.




Podsumowując całe wakacje, były to najpiękniejsze chwile jakie spędziłem na wakacjach w moim życiu. Sam kraj i ludzie mieszkający w Szwajcarii cudowni, Alpy Walijskie nie do opisania. Z uwagi na pogodę, wypad oczywiście do powtórzenia.



Innym miejscem, które odwiedziłem w tym roku była Praga. Wybrałem się tam z znajomymi z pracy, dzięki czemu dwa dni spędziliśmy w kapitalnych humorach. Jako, że prawie wszyscy pasjonujemy się fotografią, głównie nastawiliśmy się na zwiedzanie i fotografowanie. Pierwszym celem była oczywiście panorama miasta, ukazująca mosty nad Wełtawą. Żeby dodać uroku fotografią, wybraliśmy się tam wieczorem.

Klimat miasta niesamowity, masa młodych ludzi, alkoholu i miłości. My oczywiście bez szaleństw skupiliśmy się na zdjęciach.


Poniżej jeden z wielu kadrów ukazujący najsłynniejszy fragment stolicy Czech.




Po nocnych wędrówkach, zjedliśmy kolację i położyliśmy się spać, gdyż wymyśliłem, że kolejnego dnia pójdziemy na wschód słońca na Most Karola.

Nie było łatwo wstać wszystkim, ale w końcu się udało. Akurat tej nocy zmienialiśmy czas, przez co źle wszystko obliczyłem i wstaliśmy o godzinę za wcześnie. Na szczęście zostało mi to wybaczone, ale za to wybraliśmy odpowiednią miejscówkę na Moście. Jak się później okazało, wokoło nas było kilkunastu innych fotografów z całego świata, którzy czekali na odpowiednie światło.


Pierwsze chwile poranka, kiedy to słońce dopiero zaczynało wstawać.





Jak co roku odwiedziłem znów Tatry po stronie słowackiej. W tych górach jakoś łatwiej przewidzieć pogodę niż w wysokich Alpach, dzięki czemu zdjęcia udało się tak jak sobie to wymyśliłem.


Štrbské Pleso w pięknym świetle kilknaście minut po wschodzie słońca.




Malownicze Zelené Pleso Kežmarské. Zdjęcie wykonane z szlaku na Rakuski Przechód (Sedlo pod Svišťovkou, 2023 m n.p.m.).




Piękne Tatry sfotografowane niedaleko Wielkiego Stawu Hińczowego.





Pierwszych oznak jesieni szukałem już w Rezerwacie Przyrody Segiet. Tego dnia skorzystałem z mglistego poranka, dzięki czemu budzące się słońce tworzyło łuny świetlne przebijające się pomiędzy drzewami.


Pierwsze promienie słońca w śpiącym lesie.




Jesienny las ma swój klimat.





Ponad 100km od mojego miejsca zamieszkania znajduje się przepiękny Zamek w Mosznej. Odwiedziłem to miejsce dwukrotnie. Udało się uzyskać kompletnie dwa różne klimaty na zdjęciach, dzięki pogodzie. Raz była kapitalna wiosna z bezchmurnym niebem. Podczas kolejnego wyjazdu w drodze do Zamku lało, a na miejscu niebo zasłonięte było ciężkimi, ciemnymi chmurami.


Kształt zamku przypomina mi ten z francuskiego Disneylandu.




Tego dnia mieliśmy na prawdę dynamiczną pogodę. Chmury dodały klimatu fotografii.




Całe otoczenie zamku jest na prawdę godne uwagi. Wszystko odpowiednio przycięte, brak przesytu i czystość to cechy, które dodatkowo wpłynęły dla mnie na pozytywny odbiór tego miejsca.



Zapraszam do Galerii, po więcej zdjęć z odwiedzanych przeze mnie miejsc.



następna strona